VIDEO TRANSCRIPTION
Sławomir Cenckiewicz został mianowany szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego, zaprzeczył związkom Tuska z niemieckim wywiadem, co spotkało się z krytyką i oskarżeniami. Pojawiają się opinie, że Cenckiewicz manipuluje informacjami, co wywołuje kontrowersje. Wojciech Stoliński krytykuje podejście Cenckiewicza, podkreślając znaczenie docierania do informacji od środka.
No właśnie, ta muzyka zawsze tak jakoś, szczególnie w taki gorący dzień jak dzisiaj. Witam serdecznie PSTV, Piotr Fartowicz. Witam serdecznie w nowym programie kochani. Dzisiaj ta polityczna wiadomość z dnia to, że pan profesor. . . albo doktor habilitowany Sławomir Cenckiewicz zostaje mianowanym przez prezydenta Nawrockiego szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Jakieś 20 lat temu bym się cieszył, ale przez te 20 lat wydarzyło się bardzo dużo rzeczy, które są na niekorzyść pana profesora Cenckiewicza. Bardzo mówiąc na niekorzyść, szczególnie te czasy, kiedy byliśmy świadkami najbardziej popularnej choroby na świecie, potem różnych innych rzeczy. Ja bardzo duże nadzieje pokładałem w panu profesorze Cenckiewiczu, gdy objął stanowisko dyrektora archiwum wojskowego. Wydawało mi się wtedy, że poznamy te ciemne rzeczy dotyczące wcześniej WSW, a później WSI. Ale byłem bardzo naiwny.
No i oczywiście ruskie unuce po rozpoczęciu konfliktu, czy też na nowo, albo takim rozgrzaniu tego konfliktu na Ukrainie. Ruskie unuce. Każdy kto śmiał mieć antyukraińskie, antybanderowskie nastawienie został oficjalnie ruską unucą. Taki właśnie jest pan doktor habilitowany Sławomir Syckiewicz. I dzisiaj o nim kilka innych rzeczy, których nie wiecie. A myślę, że warto wiedzieć. Wojciech Somliński, dziennikarz śledczy, jest moim gościem. Witam Cię Wojtku, witamy serdecznie. Dzień dobry Piotrze, dzień dobry Państwu. Zanim przejdziemy do szczegółów, poprosimy Wojciecha Somlińskiego o to, by powiedział kilka rzeczy, których może opinia publiczna nie wie o panie, panu doktorze habilitowanym Sławomirze Cenckiewiczu. Chciałem tylko zaprosić do subskrypcji, do lekowania, udostępniania, komentowania. Zapraszam również do wsparcia finansowego. Można postawić nam kawę, można. . . dokonać tak zwanego przelewu. Można złożyć się na nasz reportaż Gieczwałt. Nie zapomniany.
Robimy reportaż o tym właśnie o tym świętym miejscu. Z góry dziękuję za pomoc. Wojtku, ty ostatnio nawet kilka słów powiedziałeś o panu profesorze Cenckiewiczu. Wydawałoby się na pierwszy rzut oka, że to człowiek prawicy. Człowiek, który zapisał się dobrymi głoskami w historii III RP, no bo w końcu w momencie, kiedy wydał książkę o Lechu Wałęsie, o jego współpracy z SB, to był czas, kiedy Wałęsa miał o wiele wyższą pozycję niż obecnie, o wiele mniej osób wiedziało o jego beznadziejnej przeszłości, o tym, że był kapusiem SB, ale później już było tylko gorzej. Powiedz dlaczego? Może trzeba zacząć od tego, że pan prezydent Karol Nawrocki ma oczywiście prawo dobierać sobie takich współpracowników, jakich chce. Jak to powiadają, po czynach ich poznacie. To znaczy czas przeniesie odpowiedź na pytanie, czy była to dobra nominacja, czy nie do końca.
Ja mogę mówić tak od siebie, bo to jest moje zdanie. Oczywiście każdy może mieć swoje zdanie i każdy ma do tego prawo. Ja mówię to, co wierzę, że jest prawdą i co, że tak powiem, poprzez te różne lata, gdzie te kontakty też się gdzieś pojawiały, te styki, nazwijmy to, z profesorem Cenckiewiczem. No i w zdecydowanej większości były to styki, które oceniłbym jako bardzo negatywne. Zapamiętałem takie pierwsze wydarzenie, które rzeczywiście było dla mnie bardzo smutne, dlatego że ja wychowany w duchu Powstania Warszawskiego, no bo mieszkałem przy cmentarzu powązkowskim, komunalnym, tam gdzie leżą dziesiątki tysięcy powstańców i ofiar niemieckich zbrodni z okresu Powstania Warszawskiego. Rozmawiałem wielokrotnie z tymi powstańcami, bo taki mieli pomysł rodzice na wychowanie mnie. 1 sierpnia pójdźmy na ten cmentarz, porozmawiajmy, póki jeszcze oni są.
Przyjeżdżali z całego świata tego dnia i to były piękne rozmowy. I gdzieś w tych wszystkich rozmowach później, kiedy człowiek dorastał, potem stał się dziennikarzem, potem coraz mocniej się zanurzał w te różne sprawy śledcze. Gdzieś na styku powstania i działalności dziennikarskiej miałem zaszczyt poznać profesora Witolda Kieżuna, który dla mnie był jednym z symboli tego powstania warszawskiego. I tam w oparciu o materiały, bym powiedział, takie co najmniej dwuznaczne, Sławomir Cenckiewicz bardzo ostro zaatakował profesora Witolda Kieżuna, no wprost przypisując mu. . . jakąś współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa. Gdzieś to oczywiście później, kiedy ludzie protestowali, to jakaś taka próba, w moim przekonaniu to dłuższa rozmowa. Można by zrobić o tym oddzielny program bronienia tego swojego stanowiska, że on jako historyk ma prawo i tak dalej, że są wątpliwości.
Te materiały, które ja wtedy obserwowałem, obserwowałem dlatego, że miałem systematyczny kontakt z panem profesorem. Nie powiem, że się zaprzyjaźniliśmy, bo było daleko od tego, natomiast myślę, że zakolegowaliśmy, bo to było wiele rozmów i one były w duchu takiego człowieka, który nie brał udziału w powstaniu, ale ma wielki szacunek i cześć dla powstańców, czyli mówię o sobie, a człowieka, który był pewnego rodzaju symbolem tego powstania dla wielu z mojego pokolenia. Ten człowiek, który został tak bardzo ostro zaatakowany z potężnych armat. bez cienia wrażliwości, bez cienia jakiegoś, nazwałbym to takiego elementu, gdzie o coś się pyta, ale pozostawia jakąś tam niepewność. Nie, Cenckiewicz to straszny pyszałek, to jest straszny pyszałek. On wie, on wie najlepiej, on absolutnie ma rację. Dla mnie w tym momencie to dziadziu Śłóbek byłby dumny z Cenckiewicza. Ja to jasno powiedziałem.
Nie wiem, czy on wie, do czego doprowadził profesora, ale tak jak ja z nim wtedy rozmawiałem, to on był bliski. On miał myśli samobójcze. Mówi, że gdyby nie głęboka wiara po tym, co z nim zrobił Cenckiewicz, to człowiek w ostatnim okresie swojego życia, tak rozjechany przez tego pyszałka i Buchona Cenckiewicza, tak strasznie potraktowany, strzargany, to trzeba by popatrzeć mu w oczy, oczy tego starzejącego się już wtedy, niedługo później umarł człowieka. który został tak potwornie zaatakowany, w zasadzie bez takiego, tam Cenckiewicz mówił, że dałem mu prawo wypowiedzi i tak dalej, ale to trzeba zobaczyć te manipulacje i w jaki sposób to było robione. To było naprawdę podłe. Jeżeli do tego momentu mogłem się zastanawiać nad metodami Cenckiewicza, to w tym momencie zrozumiałem, że mamy do czynienia naprawdę z człowiekiem, który udaje dobro, a jest czystym złem.
Mówię, dziadziuś Łubek byłby Cenckiewicza dumny. I to było naprawdę podłe i cyniczne. Było wiele takich epizodów, gdzie obserwowałem wypowiedzi tego pyszałka. Na zasadzie ja wszystko wiem najlepiej, kronica mądrości, dlatego że miał dostęp do archiwów. On nigdy nie poczuł tego wojennego prochu, nie był na pierwszej linii, nie dochodził do tej prawdy. Dostawał gotowce materiały, czytał to i w oparciu o to wydawało mu się, że jest najmądrzejszy z najmądrzejszych. Nie musiał grzebać, wertować, spotykać się z ludźmi, ryzykować wszystkim. Nie, on tego nie robił. Zostawał gotowce, czytał i w oporciu o to przedstawiał analizę, jaki to jest mądry, wszechmądry pan profesor Cenckiewicz. Pamiętam jego wypowiedź, kiedy mówił o Donaldzie Tusku, bo od momentu profesora, kiedy zaatakował profesora, wyszliśmy dość ostro po Lenikę. Ja widziałem w zywoczach tego człowieka.
i dla mnie symbolu Powstania Warszawskiego. I pamiętam, że kiedy napisaliśmy książkę o niebezpiecznej związki Donalda Tuska, to on wtedy powiedział, każdy mógłby taką książkę napisać. No to ja powiedziałem, to dlaczego ty nie napiszesz, tak? W jednym z programów się do niego odniosłem. Może usiądźmy w jakimś studio, podebatujmy, wszechmądry Cenckiewiczu i wtedy sprawdzimy no kto ma wiedzę, bo ty jesteś mądry, bo sobie archiwa czytasz, ale nigdy nie musiałeś grzebać, wertować, jeździć. miesiącami zbierać te materiały, ryzykować wszystkim. Nie, nie, nie robił tego nigdy. My w tych materiałach wprost wskazywaliśmy na to, że Donald Tusk ma związki z niemieckim wywiadem BND. Długa historia, tak? Detlef Russer, który przylega do Tuska w połowie lat 80. , potem nie ma już Stasi, bo Niemcy się łączą, jest BND, Russer i Tusk dalej się spotykają.
kiedy ten już jest w niemieckich służbach, później te materiały, Tuska ginął z aktywów Stasi, o czym nam powiedziała profesor Habner-Ross, gdzie tam spędziliśmy 7 miesięcy, wracając, jeżdżąc z Tomkiem Budzyńskim wielokrotnie z pochodzenia Polka, z wyboru Niemka, jedna z założycielek tego instytutu. Sama była zdumiona skalą tego, jak wyczyszczono te wszystkie akta, ale mówi, no w sumie to jest oczywiste. Przecież musicie wiedzieć, że zanim udostępniono to historykom i dziennikarzom, zwłaszcza obcym, czyli nie niemieckim, to przecież BND przejrzało każdą karteczkę, bo a nóż w tych materiałach zawieruszyły się materiały dotyczące czynnej agentury. A więc nie spodziewajcie się tam, panowie cudów. Możecie tam natrafić na pewne smaczki czy ciekawostki, ale wszystko co istotne, no to musicie wiedzieć.
że nawet po tym, gdzie ja wam daję glejt do wejścia na, bodajże to było szóste piętro, gdzie mało kogo wpuszczano, pół roku nad tym pracowaliśmy, to musicie wiedzieć, że nie znajdziecie tam Bóg wie czego, bo przed wami było BND i to analizowano, każdy od świata tak robi, zanim udostępni materiały, które mogą dotyczyć jej agentury, służb specjalnych danej agentury, danej służby agentury, no to przecież wiadomo, że wcześniej. . . Specjaliści z tej służby muszą to wszystko przejrzeć, no bo inaczej byliby totalnymi amatorami. Więc profesor Krabner-Ross mówi, nie spodziewajcie się tam cudów, ale może jakieś smaczki tam znajdziecie. Natomiast nie twarde dowody. My szukaliśmy tych działalności agenturalnej Tuska w oparciu o inne przesłanki, czyli Detlef Russer, niemiecki szpieg, pracował dla Stasi, potem dla BND, cały czas Tusk przy nim.
Potem Paul Rogler, niemiecki biznesmen, który przyjeżdża do Polski, który jest. . . Na etatach zatrudnia w kilku firmach Pawła Grasia. Prawą rękę Donalda Tuska, który potem był koordynatorem do spraw służb specjalnych, a więc drugi niemiecki szpieg, Paul Rogler, zatrudniał prawą rękę Tuska, który za Tuska pierwszego był koordynatorem do spraw służb specjalnych. No to już wszystkie dzwonki alarmowe się uruchamiały. A Detlef Russer i Paul Rogler, jak pokazywały działania ABW, czyli tak zwana ścieżka sprawdzeniowa, wspólne zdjęcia i tak dalej, które robili panowie z ABW. Oni mieli systematyczne kontakty, a więc kółko się domyka. Jak do tego grona dołączył Ryszard Tomaszek, niemiecki szpieg, skazany za szpiegowanie na rzecz Niemiec i został za to skazany na 8 lat więzienia w latach 90. Odsiedział 6. Niemcy chcieli zabrać go do siebie.
On powiedział, nie, jestem Polakiem, ten zdrajca. Został na Lubelszczyźnie. Basada niemiecka wypłacała mu co miesiąc 10 tysięcy. Tak to było w czasie, kiedy pisaliśmy książkę Niebezpieczne Związki Donalda Tuska. Więc my połączyliśmy kropeczki. Niemiecki szpieg, bo udowodniono mu szpiegowanie, polski sąd mu udowodnił i wskazał go na 8 lat więzienia, Ryszard Tomaszek, Paul Rogler, drugi niemiecki szpieg w rozpracowaniu ABW, którego ostrzeżono i on wyjechał z Polski, który prowadził Pawła Grasia, wtedy współpracownika Tuska, a dzisiaj szefa kancelarii premiera Donalda Tuska, i Detlef Russer. Człowiek, który przez wiele lat utrzymywał systematyczne kontakty z Donaldem Tuskiem, byli elementami jednej siatki szpiegowskiej. I my to pokazaliśmy na zasadzie łączenia kropeczek, na zasadzie zrobiliśmy tyle, ile mogliśmy, ale teraz panowie z rządu, wtedy rządził PiS, reszta jest po waszej stronie. Zajmijcie się tym, bo my wam rozstawiliśmy piątki na szachownicy, pójdźcie tymi tropami.
Ale nie pisaliśmy o tym, że znaleźliśmy coś w aktywach Stasi. w Instytucie Gałka. Przecież byłoby to śmieszne, bo to jeszcze raz powtórzę. BND przejrzała tam każdą karteczkę, bo tak robi profesjonalna służba. Czy nie dają dostępu historykom i dziennikarzom także z zagranicy, czyli w tym przypadku z Polski, do czegoś, co może ujawnić ich czynną agenturę. Niemcy z BND, gdyby to zrobili, byliby harcerzami, totalnymi amatorami, więc było oczywiste, że nie znajdziemy tam twardych dowodów. Może jakiejś smaczki, jak powiedziała profesor Habner-Ross. Tymczasem co mówi Cenckiewicz? W jednej z wypowiedzi o naszej książce, to już było jakiś czas temu, w pewnym odstępie od naszej książki, mówi mniej więcej te słowa, to jest na YouTubie, kto poszuka to znajdzie.
Ci, którzy twierdzą, że Donald Tusk jest niemieckim szpiegiem, po prostu kłamią, bo ja przejrzałem aktywa Stasi w Instytucie Gałka. I tam nie ma dowodów na to, że Tusk jest niemieckim szpiegiem albo miał kontakty z wywiadem niemieckim. Nie ma dowodów. A zatem ci, którzy mówią, że Tusk miał kontakty z niemieckim wywiadem, łamią. Przepraszam, takie coś to mogłaby powiedzieć pani, nie chcę jej nic ujmować, nie wiem, ze sklepu z żabki i to najprędzej ukraińska może pani sprzedawca, która w ogóle się nie orientuje w różnych rzeczach. która sobie sprzedaje i tak sobie żyje, ale nie ma o niczym pojęcia, co dotyczy tego typu archiwów. Ale nie wierzę, że Cenckiewicz nie wiedział o tym, że zanim on, czy ja, czy Tomasz Budyński, czy inni dziennikarze zapoznali się w Instytucie Gałka z aktorami Sztazy.
to, że przed nami i przed nim przejrzeli to panowie z BND. I jeśli coś tam było na Tuska, a wszystko wskazuje, że było, to oni to zabrali, bo gdyby tego nie zrobili, to by działali przeciwko sobie. To jest chyba oczywista oczywistość. Tymczasem Cenckiewicz mówi, nic tam nie ma na Tuska, ergo Tusk nie był niemieckim szpiegiem i w ogóle nie miał kontaktu z niemieckim wywiadem, a ci, którzy twierdzą inaczej, po prostu bezczelnie kłamią. No to ja sobie zadaję pytanie, kiedy usłyszałem tę wypowiedź Sęckiewicza.
Czy to debil, czy po prostu manipulator? No bo jedno z dwojga, tak? Albo facet nie kojarzy w ogóle, nie wie w jakim świecie żyje, w to nie wierzę, bo jednak parę lat gdzieś tam spędził w tych różnych aktywach, gdzieś tam pogrzebał, powertował, czyli wychodzi na to, że świadomie kłamał, świadomie manipulował opinią publiczną. Co ciekawe, jakiś czas później to sam Otomy powtórzył także Jarosław Kaczyński z mównicy sejmowej, zwracając się do Tuska, że jest pan niemieckim agentem. No to niech nie mu też Cenckiewicz powie, że on jest kłamcą, tak? No bo skąd Kaczyński może takie rzeczy wiedzieć? Innymi słowy, na Cenckiewicza to mi się zebrało całkiem sporo, bo to jest postać, która tak osobowo, ona jest strasznie cyniczna i taka po ludzku podła.
No dla mnie to jest człowiek, który tak charakterologicznie Nie ma w sobie za grosz pokory straszny pyszałek. Ja niewielu ludziach mogę powiedzieć, że spotkałem większych pyszałków niż Cenckiewicz. Wszechmądry. Ma taką mądrość, że wszystkich innych mądrości to w ogóle są niczym. Ale też nie ma w sobie takiej odrobiny wrażliwości, która by gdzieś tam pokazywała pewną pokorę, pewien dystans może do pewnych faktów. Nie. To jest człowiek, jeżeli go ktoś tak naprawdę troszkę pozna i pozna metody jego działania i sposób, w jaki on pracuje, to widzi, że ma do czynienia z człowiekiem, który na zasadzie diabeł ubrał się w ornat i ogonem nam przedzwoni. Ja tak postrzegam pana profesora Sławomira, czy tam doktora habilitowanego Sławomira Cenckiewicza. Innymi słowy dla mnie, ale to jest oczywiście moja subiektywna. . . prywatna opinia, było tego więcej, więcej historii.
Tutaj moglibyśmy sobie długo o Cyckiewiczu mówić, o różnych jego manipulacjach i takich podłościach. Pamiętam, że kiedy na przykład była historia, że wytoczyłem proces Pińskiemu, bo wytoczyłem mu proces karny i cywilny. I w tym procesie karnym. . . Piński, prawa ręka Romana Giertycha, który powoływał się co drugim zdaniu, moim przyjacielem jest Roman Giertych, jakby chciał, żeby sąd sobie to w głowie zakodował, tylko wysoki sądzie, werdykt nie taki po mojej myśli, jaki ja chcę, obierz, no to pan Roman Giertych, mój przyjaciel może się tobą zająć i skończysz w sądzie w psimiu dolnym, bo tam będziesz delegowany. Oczywiście te słowa nie padły, ale to przypominanie za każdym razem. że przyjacielem Pińskiego jest wielki Roman Giertych, który tutaj trzęsie, w tej chwili zdaje się całym koalicją obywatelską, rozumiem, że miały zrobić wrażenie na sądzie.
Od pierwszego zdania w tym procesie karnym, który wytoczyłem Pińskiemu, oto te wielokrotne kłamstwa na mój temat, on broni się mówiąc, wysoki sądzie, ja nigdy nie twierdziłem, że Wojciech Sumliński jest złodziejem, oszustem, plagiatorem, nigdy tego nie mówiłem. Ja nigdy tego nie mówiłem, że to są fakty. Ja zawsze mówiłem, że to jest moja opinia o Wojciechu Sumlińskim. Ja nigdy nie powiedziałem, że jest faktem, że Sumliński jest złodziejem, jest faktem, że Sumliński jest plagiatorem, jest faktem, że jest oszustem, że kryminalistą, któremu udało się nie iść siedzieć. Nigdy tego nie mówiłem, że to są fakty. Zawsze w Wysokim Sądzie mówiłem, że to jest tylko moja opinia. My, dziennikarze, mówi Piński i jego adwokat za nim. Często się ze sobą wadzimy, bo jesteśmy skłóconym środowiskiem.
Sumliński ma o mnie takie zdanie, ja mam o nim takie zdanie. Jest dużo kłótni na tym rynku dziennikarskim, ale ja nigdy nie powiedziałem, że to są fakty. Nigdy. To tylko moja opinia o panu Sumlińskim. Powtarzał to jak mantrę na każdej rozprawie. I w konsekwencji sąd w wyroku stwierdza. No tak, dziennikarze są skłóceni w polityce. Mają takie zdanie. Jedni mają zdanie o drugich takie, ci drudzy o tych takie. Kłócą się po prostu bardzo. No więc pan Piński może mieć taką opinię o panu Sumlińskim, że on jest złodziejem, plagiatorem, oszustem. Gdybym ja miał takie zdanie, na przykład Piotrze o tobie i bym publicznie na oczach tysięcy internatów powiedział, przepraszam, nie mówię tego, ale gdybym, że ty jesteś pedofilem, bo się uśmiechnąłeś krzywo do dziecka.
Moim zdaniem, nie, ja nie mówię, że to moje zdanie. Tylko ty jesteś pedofilem. Ty mnie podajesz do sądu. A ja mówię, wysoki sądzie, to jest moja opinia. Bo ja widziałem, jak Piotr Szlachtowicz się krzywo uśmiechał do małego chłopczyka. I to jest tylko moja opinia. Ja nie mówiłem, że to jest fakt. Ale wcześniej sto razy powiedziałem w swoich programach, że to jest fakt. Że to nie jest moja opinia, tylko że to jest fakt. I teraz sąd stwierdza, przepraszam za ten drastyczny przykład, ale próbuję pokazać, jak to działa. Dzisiaj w polskich sądach, za czasów Platformy. i przyjaciół pana Pińskiego, czyli Giertycha. I teraz mamy sytuację, w której sąd stwierdza, no tak, skoro pan Piński mówi, że to nigdy nie były fakty, że Słomiński jest złodziejem, oszustem, plagiatorem, przestępcą itd.
, że to jest tylko jego opinia i to taki werdykt wyraża sąd. I teraz co robi pan Piński w kolejnym programie? Ogłasza. Wysoki Sąd potwierdził wszystko, co mówiłem o Sumlińskim, że jest plagiatorem, oszustem, złodziejem itd. I nie mówi już, że to opinia, tylko Wysoki Sąd potwierdził, że Sumliński jest złodziejem, oszustem itd. Ja pokazuję kuriozum tej sytuacji, że broni się Łobuz, że to tylko jego opinia. Sąd stwierdza, no ma prawo do swojej opinii, po czym on nagrywa program. gdzie już nie mówi, że sąd powiedział, że mam prawo do opinii, tylko znowu mówi tak, jakby to były fakty. I teraz Piński się tym oczywiście chwali, że sąd potwierdził. I co robi z tym Cenckiewicz? Badaje w Republice, bo już nie pamiętam, gdzie to było, ale wydaje mi się, że w Republice ogłasza.
A sąd stwierdził, że Sumiński jest złodziejem, oszustem itd. , itd. , bo Jan Piński miał z nim proces. I Jan Piński ten proces wygrał i sąd potwierdził, że Piński miał rację, mówiąc o Sumlińskim, że to oszul, złodziej itd. Innymi słowy, wielki autorytet dla niektórych na prawicy. Pan powołuje się, pisał i powiedział, pan Jan Piński. który jest tym, kim jest. Możecie Państwo wejść na jego profil, jak ktoś ma do zdrowia i zobaczyć, jak on tam nadaje na wszystkich, na Kaczyńskiego, na Męcena w swoim czasie, na Ziobrę. No w zasadzie jedzie bardzo ostro i to tak bym powiedział, daleko poza granicą tego, co nazywamy śladową choćby kulturą. Publicznie się powołuje wielokrotnie na Giertycha, mówiąc, że to mój przyjaciel, ale Cenckiewiczowi to nie przeszkadza.
On się z kolei powołuje na autorytet pana Pińskiego. mówiąc, że pan Piński właśnie to osiągnął w sądzie, ale już nie mówi, że to były tylko opinie, tylko Cenckiewicz za Pińskim podaje to, jakby to były fakty. Pokazuje w jaki sposób działa ten człowiek. Ja nie chowam głębokich uraz, żeby ktoś nie myślał, że tutaj chodzi o jakieś urazy. Nie, naprawdę chciałbym, abyście mi Państwo uwierzyli, którzy to oglądacie, że mam w sobie naprawdę bardzo dużo pokory. że jak człowiek przejdzie to i owo, to gdzieś tam nabiera. . . dystansu do różnych spraw tego świata i gdzieś patrzy na to z takim dużym spokojem. Mam w zasadzie jeden nieprzemijający uraz, to mówiłem Piotrowi poza anteną, ten uraz nazywa się właśnie Piński, bo dla mnie to jest czyste zło.
Nie spotkałem człowieka, o którym mógłbym powiedzieć równie mocno, że dla mnie to jest czyste zło, ale to jest jeden przypadek. Natomiast o Cenckiewiczu nie myślę w taki sposób, nie myślę aż tak źle, ale że ten człowiek. . . Wiedząc o tym, kim jest Piński, bo przecież nie mieszka pod lodem, nie udał się z Choinki, wie, że to jest prawa medialna ręka Giertycha, wchodzi na pewno, widzi, no widzi, bo musiał skądś wziąć tą jego opinię, którą Cenckiewicz nie przytoczył jako opinię, tylko tak jakby to były fakty. A mimo to nie przeszkadza mu to w takim podłym, cynicznym ataku. Ja mówię, dziadziu Sióbek mógłby być dumny z wnusia Cenckiewicza. Dla mnie to jest człowiek, moralnie to jest dno. Nie twierdzę, że nie ma wiedzy.
Gdzieś w tych archiwach długo siedział, wertował, dostawał gotowce. Na tych gotowcach udawał bardzo mądrego. Natomiast to, że Karol Nawrocki wybrał sobie takiego współpracownika, do czego ma oczywiście pełne prawo prezydent Polski, dla mnie świadczy o tym, że chyba nie do końca zrobił research i chyba nie do końca wie, z czym ma do czynienia. Ale okej. Taki był wybór pana prezydenta. Trzeba ten wybór uszanować. Jak powiadają po owocach i poznacie. Dla mnie tym wyborem pan prezydent zaczął troszkę od fal startu. Natomiast zobaczymy jak to będzie wyglądało dalej. Ja nie jestem zaskoczony, że pan dr hab. Cenckiewicz jest szefem BBN, bo według moich ustaleń tak naprawdę promotorem VPN dla pana Nawrockiego był właśnie Cenckiewicz. Mam takie pytanie do ciebie.
Dlaczego? Bo to często spotykałem się z takimi opiniami i nawet pan Macierewicz nie krył, który był jak gdyby promotorem pana Cenckiewicza. i pan Samcynckiewicz, dlaczego oni tak zawsze odnosili się do tego, że nie wiem, właśnie, że jak gdyby do ciebie, do twojej osoby i do twojej pracy krytykowali, to przecież tak naprawdę wasz cel był ten sam, to znaczy obnażyć rosyjską agenturę, szczególnie podczas twoich procesów z Bronisławem Komorowskim, ja widziałem, że to powinno być te. . . Powinniśmy grać w jednej drużynie. Dlaczego Macierewicz z Cenckiewiczem cię krytykowali? O co chodziło? Ja pierwsze takie oznaki tego, jak Cenckiewicz się odnosi, bo on przez bardzo długi czas udawał sojusznika. Pamiętam takie wyjazdy, kiedy odzyskałem paszport. To był chyba rok 2013-2014, kiedy. . .
Zacząłem wyjeżdżać do Wielkiej Brytanii po raz pierwszy, tam pierwszy raz, to był chyba 2013, zaprosiłem i takie małżeństwo młodych polskich naukowców, oni mieszkali w Oxfordzie, przepraszam w Cambridge, w Cambridge mieszkali. Potem tych spotkań było znacznie więcej i wtedy na te spotkania przychodziło dość dużo ludzi, to znaczy po 200, po 300 osób, no jak na Wielką Brytanię, zresztą jak na Polskę też, to były całkiem fajne wyniki. I gdzieś podczas tych spotkań zaczęło do mnie docierać, to były pierwsze takie przebitki, że a był u nas na przykład jeden z organizatorów mówi tak, że zaprosiliśmy profesora Senckiewicza, był u nas miesiąc temu i gdzieś tutaj wyrażał się negatywnie o panu, że pan nie wiem z tym Lichockim rozmawiał i tak dalej i tak dalej. Ja wtedy nie do końca jeszcze dowierzałem, myślałem, że to może jakieś. . .
że nie wierzyłem, że Cenckiewicz nie rozumie, że ja nie pracuję na papierach jako on. To jest bardzo prosta robota. Zostajesz gotowce, czytasz sobie papiery i z tych papierów to, co masz, to potem jesteś mądry, bo coś przeczytałeś. Ja od początku jako dziennikarz śledczy byłem na pierwszej linii frontu. Żeby o tym opowiedzieć, to tak tytułem wielkiej dygresji, ale króciutko, żeby nie zanudzać widzów. Moje pierwsze dziennikarskie śledztwo. Widzę ludzi w majowy dzień, tu na granicy polsko-białoruskiej, którzy opatrzeni w kurtki, w palta. Pytam, co to za dziwo, kolega mówi, a mrówki, żaden temat. Pojechałem do Brześcia, zobaczyłem jak sobie tam te woreczki przyklejają i tak dalej. Całe pociągi bierze dole białoruski, pogranicznik polski i tak dalej. Pojechałem drugi, trzeci raz.
Mnie nie interesowali ci biedni ludzie, którzy nie mieli pracy, oni z tego żyli. Bardziej mnie interesował ten proceder, że to działało jak świetnie naoliwiony mechanizm. Tu każdy znał swoją rolę. Konduktor, który nie sprawdza biletu, tylko bierze w czapkę od każdego. Polska policja w Terespolu, na której oczach ci ludzie idą do tirów, rozładowują się z tych woreczków, z tych papierosów. Dokąd to jedzie? Więc zacząłem jeździć za tymi tirami. Poznałem funkcjonariusza Straży Granicznej, który znalazł. . . w ciągu roku potrafi na tej granicy zatrzymać 700 samochodów, a jego koledzy wszyscy razem wzięci kilkadziesiąt.
Było wiadomo, że jemu się stanie krzywda, pewnie pójdzie siedzieć, bo go w coś wrobią, bo jak wszyscy biorą, a jeden nie bierze, to ten jeden potem ma problemy, bo oni go w coś wrobią, albo mu się krzywda stanie. Więc on czekał na kogoś takiego jak ja, ja na kogoś takiego jak on. On mi dał z kolei informacje, gdzie szukać rekitera odstawionego i interesu, ten do kolejnego. do. . . kręciłem się po tej granicy, ale jak zacząłem pisać, to życie z kropką przez rok miało o czym pisać. Znaczy ja pisałem pod kilkoma pseudonimami, Wojciech Sumnicki, Stefan Kukulski, Ryszard Wars, ale zawsze to byłem ja. Skąd te pseudonimy? No bo podpadło na drzwi w moim mieszkaniu. Pierwszy mój kryzys rodzinny, żona się prowadziła na pół roku do teściowej. Tak działałem.
Wtedy przyleciał śmigłowcem Marek Papała, generał policji. Wtedy się spotkaliśmy. Dostałem nagrody od szefa MSW, który wtedy rządził SLD. szefem MSW był Miller, więc dał nie mnie, tylko, mój Boże, jak się nazywa, Grzesiankowski, ten, który dziś jest w Polsacie, on był sekretarzem redakcji. Ja nie mogłem pójść odebrać. bo wtedy byłem inkognito, pisałem pod czterema pseudonimami, więc w moim imieniu odebrał dla mnie nagrodę Grzegorz Jankowski, sekretarz redakcji Życia. Na tym przykładzie pokazuję, jak ja działałem. To do mnie przyjeżdżali policjanci z Komendy Głównej Policji, Zbyszek Kardaszewski czy Robert Bernacz z Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. O, do mnie po wiedzę, a nie ja, dajcie, chłopaki, gotowca, tylko ja miałem taką wiedzę, że Prokuratura Apelacyjna i Komenda Główna Policji prosili mnie o kontakty, o wiedzę.
dały mi kontakt do tego oficera starzy granicznej, on się zgodził, oni go zabrali, poszedł potem do dyplomacji, chyba mu to uratowało życie. Ja później tak działałem wszędzie, czyli jak chciałem poznać przestępczość zorganizowaną, to nie tylko przez papiery, ale ja poznałem adwokata mafii, poznałem niektórych ludzi z zarządu Pruszkowa, którzy akurat byli w przerwie między wyrokami, poznawałem trochę tych ludzi też za pośrednictwem Olka Lichockiego, bo WSW miało wtedy kontakty, oni trzymali tych ludzi na sznurku. Poznawałem to środowisko spotykając się z nim, mocno ryzykowałem jak pokazał czas, ale próbowałem coś pisząc, rozeznać to także od środka. Takie dziennikarstwo, gdzie się dotyka czegoś, nie tylko się bazuje na papierach, bo dzisiaj dziennikarz dostaje wrzutkę, polityk mu daje i dziennikarz pamięta mnie kiedyś moim zdaniem, no Czarek Gmyz trochę to było słabe.
Dostał wrzutkę, opublikował i pytają, ale dlaczego pan tak działa, politycy panu coś podrzucili, a pan pisze, a ja po to tyle. . . pracowałem, żeby dostawać takie wrzutki. To nie, to ja tak nie rozumiałem dziennikarstwa śledczego. Ja rozumiem dziennikarstwo śledcze jako tak, masz papiery, to jest punkt wyjścia, ale sprawdzaj te papiery. Dotrzyj do tych ludzi. Zweryfikuj to środowisko. Albo zaczynasz od środowiska, a potem szukasz papierów. Innymi słowy, działam na pierwszej linii. I ja nie rozumiałem, że Cenckiewicz, on tego jakby nie ogarniał, tak? Że dla niego to, nie wiem. Ja może powinienem też dostawać materiały z archiwum, tak jak on. Innymi słowy, ta moja praca to była taka mrówcza praca przy samej ziemi, a on bazował po prostu na gotowcach.
I wtedy w Anglii, kiedy ludzie zaczęli mi mówić, bo to najpierw jeden, to nie dowierzałem, ale potem drugi i trzeci mówi to samo, że Cenckiewicz mnie krytykuje, ja zacząłem rozumieć, bo oni mi mówią, przyjechał tutaj profesor Cenckiewicz, przyszło 20 osób, dla pana przyszło 300. Ja zacząłem rozumieć, że. . . wtedy jeszcze nie znałem Cenckiewicza, dopiero później go poznałem, że to jest człowiek, który no chyba, nie wiem, takie niskie pobudki, tak, że taka zazdrość, a potem kiedy, nie wiem, robiłem jakieś opracowania sam czy z Tomkiem Budzyńskim, czy jeszcze z kimś, jak ktoś może pisać o tym, co on uważa za swoje poletko, o WSW, o WSI, o różnych innych rzeczach, tak jakby, nie wiem, no miał monopol na wszech, wszech, wszechrację.
Dla mnie było oczywiste, że Jeżeli więcej osób się zajmuje jakimś tematem, to mogą zbadać ten temat z różnych stron, ludzie się więcej dowiedzą. Kiedy ja badałem sprawę tajemnicy śmieci księdza Popiełuszki, to ja nie zawłaszczałem sobie tej sprawy, choć byłem pierwszą osobą, która poznała akta i byłem najbliżej zespołu śledczego Andrzeja Witkowskiego, ale kiedy uznałem, że nie pójdę dalej, nie mam sił, nie mam możliwości, wyczerpałem swoje możliwości, poprosiłem kolegów z różnych redakcji. wesprzyjcie mnie w tym śledztwie, róbcie własne, pomogę wam ile mogę. Chodzi o sprawę. Zaprosiłem ich, poznałem ich z Andrzejem Witkowskim, poznałem Andrzeja Witkowskiego, Witka Gadowskiego, Piotra Wojciechowskiego, świętej pamięci, który nie żyje, zmarł niedawno, Piotra Litkę. Oni wtedy pracowali w TVN, mieli taki autorski program w Superwizjerze na zasadzie nic tam nam nie możecie zdjąć bez naszej zgody.
Jak nam zdejmiecie, to płacicie karę, a my odchodzimy. I udało mi się ich namówić do tego. Oni na początku nie wierzyli, że Andrzej Witkowski jest takim guru. Oni sądzili, że opowiada im bajkę o żelaznym wilku. Ale jak się zagłębili w tę sprawę, to zrozumieli, jaka siła tkwi w tajemnicy śmieci księdza Popiełuszki. Dlaczego o tym mówię? Bo ja nie zawłaszczałem dla siebie sprawy, tylko uważałem, że sprawa jest ważniejsza niż moje ego. że jak pisałem pod pseudonimami Każdemu dziennikarzowi chodzi trochę o splendor, ale dla mnie nigdy nie był najważniejszy. Pisałem pod wieloma pseudonimami, bo chodziło o sprawę, a nie o to, żeby szło to na konto Wojciecha Sumlińskiego. Ja przez dwa lata pisałem jako Stefan Kukulski, jako Ryszard Wars.
Ja się dzieliłem tymi materiałami, dzieliłem tą wiedzą, bo uważałem, że sprawa, na pierwszym miejscu jest sprawa, by ta wiedza docierała do ludzi, którzy są jej właścicielem. Natomiast zdaje się, że tutaj Cenckiewicz tak nie myśli. Ja, ja, ja, ja, wielki pan profesor Sławomir Cenckiewicz, wybudujcie mi pomnik. No, ja to tak rozumiem, ja to tak rozumiem wszystkie, wszystkie historie. Opisałem w 30 swoich książkach, gdzie pokazuję w jaki sposób pracowałem, że docierałem zawsze do ludzi, że płaciłem za to cenę z pogranicza najwyższej ceny, gdzieś tam z pogranicza życia i śmierci. Cenckiewicz w ogóle tego nie rozumie, bo on po prostu jest w wygodnej pozycji, kogoś kto sobie siedzi i pracuje na papierach. No oczywiście, każdy pracuje tak jak chce, czy tak jak umie. Natomiast ocenianie kogoś, kto ryzykuje milion razy bardziej.
to wkładał głowę tam, gdzie on nawet paznokcia by nie włożył, no uważam, że było zwyczajnie podłe. No ale to jest moje zdanie. Tutaj postawmy kropkę, bo tych opowieści jest tyle i tyle pytań się rodzi, ale myślę, że będzie na to czas i okazja. Patrzmy na ręce. Jedno jest pewne, jeśli chodzi o politykę pana prezydenta, to będziemy mieli mocno zaostrzoną, jeszcze bardziej zaostrzoną chyba wobec Rosji niż. . . do tej pory, wobec w ogóle wschodu i tego, co się dzieje. Przy upadku zachodu od razu się dzisiaj rozpoczęła jadko na X, gdy wyraziłem swoje zwątpienie w kandydaturę pana Cenckiewicza. Nikt w Polsce nie chce go dyskutować, niewiele osób otwartą głową. No cóż, tak jest, a nie inaczej. Wojtek, dziękuję ci serdecznie. Rzeczywistość jest taka, wiesz, że. . .
ona niestety się zrobiła dwubiegunowa. To znaczy, że jest białe, a jest czarne. To znaczy, że jeżeli ktoś jest po tej stronie, do której jak rozumiem jest nam bliżej i naszym widzom, to on już musi być bielszy niż biel i nie wolno o nim mówić czegoś, co by niekoniecznie pasowało do wizerunku. No bo inaczej to no może my jesteśmy, nie wiem, tajnymi śpiochami tamtej drugiej strony. Otóż nie. Kiedy ja, wyborca PiS, byłem rozczarowany tym, jak Prawo i Sprawiedliwość rządziło, zwłaszcza w tej drugiej kadencji, kiedy było tam tyle rozczarowań covidowych dotyczących wojny na Ukrainie, relacji polsko-żydowskich. I ja mówiłem do tych, których kiedyś popierałem, nie w duchu, o Boże, żeby Donald Tusk wrócił, tak? Nie. Zawsze byłem przerażony pod wizją powrotu tego Łotra.
Opisałem o nim książkę Niebezpieczne Związki Donalda Tuska, pokazywałem, wszystko będzie lepsze niż Tusk. A do tych panów z PiS mówiłem, panowie, naprawdę. . . Zejdźcie z tej drogi. Dosyć tego nepotyzmu, dosyć tej korupcji, dosyć tych wszystkich fundacji, które powstają we wtorki, a w środę idą tam miliony. Dosyć tego kłaniania się Ukrainie, padania plackiem przed Żydami, oszukiwania Polaków w COVID-zie. Naprawdę to się musi skończyć, jeżeli chcecie, żeby Polska była Polską. Inaczej łobuzy wrócą do władzy. I wróciły. Nie przez Sumlińskich, Gadowskich, Szlachtowiczów czy innych. Wrócili do władzy dlatego, że poprzednia władza rządziła tak jak rządziła i była rozczarowaniem. Natomiast no niestety wiele osób postrzega tą rzeczywistość naszą zero-jedynkową.
To znaczy jak ktoś jest po tak zwanej naszej stronie, to jest czystym dobrem, a tak często nie jest, bo to jest rzeczywistość dużo bardziej skomplikowana. Są tam różne odmiany szarości. I właśnie o tych odmianach szarości mówiłem w dzisiejszym programie. Wojciech Stolinski, dziennikarz śledczy. Bardzo Ci dziękuję Wojtku. Dziękuję bardzo. Do zobaczenia. Z Panem Bogiem. Ja dziękuję. Zachęcam do subskrypcji kanału, do lajkowania, udostępniania, komentowania. Zachęcam również do tego, by wspierać moją działalność dziennikarską, czy to postawić kawę, czy dokonać przelewu. Wszystko w opisie tego materiału. Zachęcam również, kochani, do wsparcia reportażu G-Trwaut. Nie zapomniany. W opisie materiału jest odnośnik do zrzutki. Pracujemy nad tym reportażem. Bardzo dziękuję za wsparcie. Widzimy się w kolejnym programie. Dziękuję za uwagę. Lajkujemy, udostępniamy, powielamy. Do zobaczenia, do widzenia. .
By visiting or using our website, you agree that our website or the websites of our partners may use cookies to store information for the purpose of delivering better, faster, and more secure services, as well as for marketing purposes.